Grudzień był chyba najbardziej zabieganym i zapracowanym miesiącem ze wszystkich, które spędziłam do tej pory w Paryżu i który jednocześnie najszybciej mi minął. Semestr we Francji wydaje się być naprawdę bardzo krótki, mam wrażenie, że przed chwilą się zaczął, a już miałam egzaminy, testy i prace zaliczeniowe do oddania. Więc wczoraj, kiedy oddałam ostatnią, mogłam wreszcie odetchnąć i oddać się poszukiwaniu przedświątecznej atmosfery i korzystaniu z atrakcji w mieście.
Ostatnio natknęłam się na listę 100 rzeczy, które absolutnie powinno się zrobić w Paryżu opublikowaną przez dziennik Le Figaro. Lista była podzielona na różne kategorie, między innymi gdzie zjeść, zwiedzanie, paryskie klasyki itd. Lista była na tyle ciekawa, że ułożona przez prawdziwego Paryżanina jest dużo bardziej oryginalna i zachęca do nietuzinkowych atrakcji niż typowy przewodnik dla turystów. Z radością stwierdziłam, że jest już kilka pozycji, które mogę odhaczyć jako zrealizowane. Ale póki co, nie mogę stąd wyjechać, zbyt dużo jeszcze zostało ;)
Jako dowód, że chodzę tu na zajęcia i naprawdę się uczę (dowód z przymrużeniem oka) wrzucam zdjęcie z uniwersytetu z moją koleżanką z Niemiec po jednych z naszych najnudniejszych zajęć. Voila:
A tu macarons, mon amour ze wspomnianego już kiedyś wcześniej La Duree
A tu zdjęcie ulicy tuż niedaleko jednego z wydziałów, na którym mam zajęcia w starej, klimatycznej dzielnicy le Marais, którą uwielbiam (zapewne się powtarzam, ale to nie szkodzi, łatwiej będzie zapamiętać, że będąc w Paryżu trzeba tam koniecznie się wybrać).
Jeśli chodzi o zwiedzanie kulinariów francuskich, miałam dzisiaj okazję zjeść naprawdę bardzo, bardzo typowe danie, jakim jest raclette i fondue- obydwa na bazie przepysznych roztopionych serów francuskich, posiłek niezwykle syty i podany w nietypowy sposób z całym oprzyrządowaniem. Obiad zjedzony o godzinie 14 spowodował, że wieczorem obyłam się bez kolacji ;) Pyszności!!!
A kiedy zrobiło się już ciemno, jak na prawdziwego turystę przystało, podziwiałam panoramę miasta z ogromnego i pięknie oświetlonego diabelskiego młyna przy Placu Concorde. Widok na cały Paryż imponujący, zrobiłam zdjęcia, które niestety są bardzo kiepskiej jakości, ale wrzucam i tak:)
Niestety bardzo jestem rozczarowana dekoracjami na Polach Elizejskich, które według mnie są mało eleganckie i raczej kiczowate. Uważane za najelegantszą i najbardziej prestiżową ulicę Paryża, sprawiają wrażenie jednego wielkiego jarmarku, co nie jest dalekie od prawdy, bo wzdłuż chodnika ciągnie się targ świąteczny z okropnymi białymi budkami, gdzie można kupić wszystko, a tak naprawdę nic, co byłoby tego warte. To jest chyba ten mniej pozytywny aspekt jednego z najbardziej popularnych miast świata, że dla turystów robi się wszystko. A gustach nie dyskutujmy. Jutro atrakcji część dalsza, bo ostatni dzień przed świętami w Polsce zamierzam wykorzystać od świtu do samego wieczora:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz