niedziela, 8 stycznia 2012

Bagietka

Kiedy po Świętach wróciłam do Paryża, sama byłam zdziwiona jak bardzo poczułam, że wracam w jakimś sensie do siebie. Z uśmiechem przywitałam moją tutejszą dzielnicę,  nawet ucieszyłam się na widok mojej małej dziupli. Po prostu kocham to miasto, więcej chyba nie muszę tłumaczyć :) Teraz od dalszego odkrywania go dzielą mnie jeszcze dwa egzaminy i jeden esej do napisania, więc liczę na to, że już w przyszły weekend będę mogła wrzucić na bloga masę zdjęć z nowych zakątków, urokliwych uliczek i wielu atrakcji, do których jeszcze nie dotarłam.
A wracając do tytułu posta, to tak, dzisiaj bagietka jest tematem przewodnim. Jak bagietka wygląda każdy wie, dodam, że we Francji jest jej wiele rodzajów, wszystkie przepyszne, a te wypieki, które w Polsce mamy na półkach pod tą nazwą nie mają za dużo wspólnego z prawdziwą francuską bagietką, a szkoda. Fakt,że Francuzi zajadają ją na śniadanie (świeżą albo jako grzankę) z konfiturą lub dżemem, też jest powszechnie dość znany. Największym zaskoczeniem dla mnie było natomiast to, że żaden obiad czy kolacja, prawdziwie francuska oczywiście, nie może się bez niej obyć. I nieważne jest to, czy jemy właśnie pierogi, makaron czy ziemniaki z porcją mięsa, bagietka na stole jest obowiązkowa. Do zgarniania sosu, do zagryzania, bez specjalnego powodu czy wytłumaczenia- bagietka pokrojona na małe kawałki jest nieodzowna. Kiedy w tym tygodniu jadłam ze znajomymi Francuzami obiad, usłyszałam, że przecież bagietka jest idealna do lazanii (!!!), którą tego dnia zamówiłam i że jeżeli chciałabym być prawdziwą Paryżanką, to tę lazanię powinnam zagryzać bagietką... Nie bez powodu więc ten rodzaj pieczywa stał się stereotypowym symbolem Francji, bagietki nie można bagatelizować.
A z ciekawostek, to w szesnastej dzielnicy Paryża znajduję się taka oto urocza aleja (Aleja Polski) :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz