czwartek, 1 marca 2012

Zgubić się na Marrais...

Zgubić się, ale specjalnie, iść przed siebie bez mapy, bez planu, bez żadnego zamiaru znalezienia czegoś lub kogoś, po prostu włóczyć się wąskimi, urokliwymi uliczkami, oglądać wystawy małych butików, pracowni artystycznych, designerskich, mały restauracyjek i biur, natrafić przypadkiem na mały skwer lub parczek, znaleźć się przed Muzeum Picassa albo na placu targowym. Tak wyglądało dzisiaj moje popołudnie, które spędziłam na długim spacerze w jednej z moich ulubionych i jednej z najbardziej klimatycznych paryskich dzielnic- Le Marrais. Marrais z francuskiego oznacza bagna i w okresie powstawania miasta, kiedy skupiało się ono tylko na Ile de la Cite (wyspa, na której znajduje się Katedra Notre Dame), prawy brzeg był bagnisty. Dopiero po osuszeniu terenu, zaczęto budować nową dzielnicę (o ile się nie mylę był to XII wiek), która poprzez swoją różnorodność i multikulturowość zyskała niepowtarzalny koloryt i charakter. A do tego jak tam jest spokojnie! Jakby czas się zatrzymał. Sama dzielnica oferuje szeroki wachlarze miejsc wartych odwiedzenia, poprzez muzea (Picasso, Carnavalet, Kultury i Sztuki Judaizmu itd.), kościoły, Plac Wogezów z domem Victora Hugo pod numerem 6, Hotel de Ville przy Sekwanie do wielu innych zabytków. Ja dzisiaj jednak nie wchodziłam do żadnego z muzeów ani kościołów- po prostu szłam, gdzie mnie nogi i oczy poniosły, nie spoglądając na plan miasta, bez żadnego pomysłu, gdzie swój spacer zakończę. Niestety pech chciał, że mój aparat rozładował się już po zrobieniu kilku zdjęć, ale nie ma tego złego- ja tam jeszcze na pewno wrócę i to nie raz. Na razie przedsmak atmosfery Marrais:




 Z kwestii, które mnie dzisiaj uderzyły, to ulica Rue du Temple, która biegnie prostopadle do znanej ulicy Rivoli mogłaby się nazywać ulicą hurtową: jest to nieprzerwany ciąg sklepów z biżuterią sztuczną i prawdziwą oraz sklepów z wszelkiego rodzaju damskimi torebkami, gdzie prowadzona jest sprzedaż wyłącznie hurtowa! Ale ilość tych sklepów- jeden za drugim...
I druga sprawa- czas spędzany w Paryżu można by mierzyć kawami wypitymi przy stolikach wystawionych na chodnikach:) Z przewodnikiem, z książką lub karteczkami z tysiącem słówek francuskich do nauczenia w ręku. I bez wątpienia jest to jedna z moich największych przyjemności w tym mieście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz