poniedziałek, 12 września 2011

Sobotnie przyjemności

Tak, pierwsza sobota w Paryżu była relaksująca, upalna, tłumy Paryżan przewijały się ulicami. Ludzie robili zakupy, siedzieli w kawiarenkach, spacerowali. I po pierwszej części dnia, kiedy z laptopem pod pachą biegałam po mieście w poszukiwaniu internetu bezprzewodowego, poddałam się temu nastrojowi. Z koleżanką z Niemiec umówiłyśmy się na ulicy Saint Germain de Pres, gdzie znajdują się butiki znanych projektantów, antykwariaty, sklepy wnętrzarskie i udałyśmy się do Laduree- paryskiej cukierni znanej z macaron(ów), ulubionych ciasteczek Marii Antoniny, która istnieje od 1862 roku.
Chociaż to ciastko na zdjęciu to nie jest macaron, macaron, takie malutkie zielonkawe coś wystaje zza filiżanki koleżanki;)
Potem korzystając z pięknej pogody podjechałyśmy do ogrodów Tuileries, tych prowadzących od Luwru do Placu Concorde i dalej do Champs Elysees na krótki spacer. Nie chcę co chwila rozpływać się i nadużywać superlatyw, ochów i achów, ale uwierzcie, żadne z moich opisów i przymiotników, których używam nie są przesadzone czy na wyrost. Co gorsza, nie potrafię słowami do końca oddać widoków i atmosfery panującej w poszczególnych miejscach. Po prostu wyobraźcie sobie duży park podzielony szerokimi alejkami. Gdzie niegdzie mała kawiarenka i stoliczki, dużo krzesełek i grupek ludzi, którzy grają w karty, Monopoly, czytają książki, leżą na trawie, grają w tę francuską grę z kulkami. Dzieci biegają, bawią się na placu zabaw. Parę osób uprawia jogging, grupki turystów robią zdjęcia i odpoczywają przy fontannie. Drzewa zaczynają barwić się jesiennymi kolorami, jest ciepło, słonecznie i wszyscy wydają się być zadowoleni z samego faktu przebywania w tym miejscu w sercu ogromnego miasta...

Po takim miłym popołudniu planowałam wieczór spędzić spokojnie, sama w mieszkaniu. Ale zadzwoniła koleżanka Polka i zaproponowała jakieś wieczorne wyjście na drinka. A że w mojej nowej dzielnicy jest tak dużo klimatycznych bistro ze stolikami na chodnikach, to nie musiała mnie namawiać. Siedziałyśmy  do północy z butelką białego wina i widokiem dzielnicy tętniącej życiem.

A dziś... Odwiedzamy z koleżanką kolejny Mc Donalds, żeby uzyskać dostęp do internetu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz