wtorek, 17 kwietnia 2012

Helmut Newton w Grand Palais

Ja wiem, że to już trochę nudne, same relacje z wystaw, do tego tylko wystawy fotografii, ale wybaczcie, 6 stopni, które dzisiaj jest za oknem to jest jakaś aberracja, nie wiem, na pewno nie jest to normalne! Ja tu się nastawiłam na piękną paryską wiosnę, na włóczenie się po małych uliczkach wszystkich możliwych dzielnic, na piknikowanie, oglądanie ludzi, życia ulicy, a tu klops. Więc póki co, będą wystawy i zdjęcia. Planuję w tym tygodniu wybrać się do muzeum cywilizacji, więc może będzie to jakaś odmiana. A tak nawiasem mówiąc, moda nie zna granic poświęceń. Regularnie co jakiś czas widzę na ulicy w tę straszną pogodę kobiety ubrane w sandałki na gołą stopę! Butki owszem ładne, ale ja z tęsknotą myślę o moich zimowych timberlandach, które wywiozłam już do polski...
A jeśli chodzi o samego Newtona, to ja się tej wystawy nie mogłam doczekać, w końcu to nazwisko przyciąga jak magnes! No i oczywiście przyciągało masy Paryżan i turystów, ja sama zaliczyłam najpierw dwa podejścia zakończone fiaskiem przez ogromną kolejkę, a potem poszłam po rozum do głowy. Pan pilnujący powiedział, że najmniejsze kolejki są wieczorem, a jeżeli kupi się bilet przez internet, to w kolejce nie stoi się w ogóle. Proste? I to była prawda. O godz. 20.15 oglądających było bardzo mało, a z biletem weszliśmy od razu. I to jest dobra rada również dla wszystkich chcących oszczędzić sobie czasu również jeśli chodzi o inne wystawy tymczasowe, szczególnie te w Grand Palais, które cieszą się dużym zainteresowaniem. Dodać muszę, że sam duży pałac jest piękny, monumentalny, harmonijny, bardzo elegancki. I te kwitnące kasztany tuż obok na Polach Elizejskich! Tylko to zimno jakoś w parze nie idzie...
A Newton oczywiście nie był niespodzianką. Klasa sama w sobie, zdjęcia dobrze znane, gablotka z jego polaroidami, choć wystawa nie jest zbyt szeroka. Jedynym mankamentem jest złe oświetlenie, które odbija się od zdjęć i czasami trzeba szukać odpowiedniego kąta, żeby zobaczyć coś innego niż swoje odbicie. Nie można było robić zdjęć, ale ciii... kilka przemycam ;)



Jeśli chodzi o ciekawostki z życia codziennego, to ostatnio straciłam zupełnie głowę dla.... bagietek! Ale tych z piekarni, bo te w supermarkecie są niedobre, a kosztują tyle samo. Natomiast świeża bagietka z piekarni jest tak dobra jak ciastko! Rzadko kiedy mogę ją donieść w całości do domu, nie skubnąwszy choć trochę, a potem cały czas podjadam, samą, bez niczego, i tak podjadam, podjadam, aż zjadam całą! Jedna z moich małych paryskich przyjemności. I kto by pomyślał, że życie może być tak proste, że bagietka wystarczy?:)

2 komentarze:

  1. Hej,
    właśnie próbuję znaleźć opcję kupienia biletów na Newtona przez internet i nie widzę takiej opcji.

    Czy mogłabyś podać linka, do formularza przez który zamawiałaś?

    Będę bardzo wdzięczna!
    Pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Pod tym linkiem możesz zarezerwować bilety: http://www.digitick.com/helmut-newton-entree-simple-css5-rmn-pg51-ei151257.html
    Zazwyczaj najlepiej szukać na stronie danego muzeum, tutaj na stronie Grand Palais. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń