poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Polityka w sztuce i na odwrót

Tytuł może trochę niejasny, ale opowiadając, co ciekawego ostatnio udało mi się zobaczyć, na pewno trochę go rozjaśnię. Ale zacznę od tego, że jest tak zimno, że to po prostu niemożliwe! Jest połowa kwietnia i mimo że pięknie kwitną magnolie i kasztany, to temperatura i zimny wiatr oraz dość częste deszcze dają raczej wrażenie, że zbliża się jesień, a nie wiosna... Szkoda strasznie, bo już mam taką ochotę na długie spacery, zwiedzanie "na zewnątrz", a tymczasem czasami na dworze nie można wytrzymać..
A z ciekawostek artystycznych widziałam w sobotę wystawę zdjęć znanego chińskiego artysty Ai Weiwei oraz amerykańskiej fotografki z pierwszej połowy naszego wieku, Berenice Abott, która ma miejsce w budynku Jeu de Paume znajdującego się w rogu ogrodów Tuilleries przy Luwrze. Nie znałam wcześniej Abott, której zdjęcia datują się od lat 20. zeszłego wieku i uwieczniają różne zakątki w USA, w tym duża część Nowy Jork. Ciekawe, ale nic, co chwytałoby za serce.
Natomiast jeśli chodzi o samego Ai Weiwei, to muszę się wypowiedzieć szerzej, bo dosyć mnie to uderzyło. Jak powszechnie wiadomo Weiwei był aresztowany przez komunistyczne władze chińskie, wcześniej był w łasce reżimu i został współautorem znanego olimpijskiego stadionu "ptasie gniazdo". Znamy go, wszyscy współczujemy. W latach 80. Weiwei studiował w Nowym Yorku, z tego okresu pochodzi też część zdjęć eksponowanych w Jeu de Paume. Artysta jest bardzo znany na całym świecie, a ja oglądając jego prace zastanawiałam się- dlaczego? Nie jestem niestety znawcą sztuki nowoczesnej, nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku, ale jako odbiorca, jako uczestnik wystawy uważam, że mam prawo wypowiedzieć swoje zdanie. A jest on zdecydowanie negatywne. Prace Ai Weiwei'ego zupełnie do mnie nie przemawiają, nie podobają mi się, nie rozumiem w nim przesłania, motywu, nie dostrzegam walorów artystycznych. Nie neguję oczywiście zasług przy projekcie stadionu, który jest jak najbardziej imponujący, ale mówię o setkach zdjęć z wystawy. Oglądając je z koleżanką stwierdziłyśmy, że gdybyśmy zrobiły kilka podobnych zdjęć u siebie w ogrodzie, łazience, swoich znajomych, jedzenia, swojego brzucha i palca środkowego, a do tego dorzuciły kilka zdjęć z domowych albumów, to miało by to wartość podobną do tej, która obejrzałyśmy w wykonaniu Weiwei. Jeżeli więc ktoś nie jest zwolennikiem Abott bądź Weiwei, uważam, że nie warto płacić za bilet wstępu. A fotek oprócz tej jednej przy wejściu nie wrzucam, bo nie można ich było robić...
Potem był szybki spacer po wiosennych Tuilleries, z których szybko wygoniło nas zimne wiatrzysko!


A teraz trochę polityki, bo we Francji teraz bardzo gorący okres, wszyscy żyją wyborami prezydenckimi, gdzie w przyszłą niedzielę w pierwszej turze zostaną wyłonieni dwaj kandydaci do drugiej tury, czyli jak wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, Hollande i Sarkozy. Nastroje różne, każdy ma swoich zwolenników, jak i przeciwników, o czym świadczyć może zdjęcie poniżej:
To naklejka na tabliczce z nazwą ulicy która znaczy: Ślepy zaułek/impas Sarkozy, były prezydent Republiki w latach 2007-2012 ;)
A wczoraj w Paryżu odbyły się wiece dwóch głównych kandydatów- Sarkozy'ego na placu Concorde, a Hollande w Vincennes, małej miejscowości na obrzeżach Paryża, znanej z pięknego zamku, przy którym też całe spotkanie się odbyło.
Oto zdjęcie zrobione przed meetingiem Sarkozy'ego, kiedy jego zwolennicy zaczynali się zbierać:
Ja z kolei wybrałam się na spotkanie Francois Hollande, gdzie portali internetowych zebrało się ok. 100 tysięcy ludzi. Tłum był rzeczywiście ogromny, nastroje dość bojowe i entuzjastyczne, a w takim ścisku nawet tego zimna tak się nie odczuwało. Wyglądało to tak, zmierzając na miejsce spotkania:
i już w samym tłumie zwolenników:
W przyszłą niedzielę w Paryżu będzie zapewne jeszcze ciekawiej i goręcej ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz