środa, 2 maja 2012

Kwiecień plecień, czyli deszcz

Tak niestety trafiło, że praktycznie przez wszystkie dni pobytu moich rodziców padało i albo było bardzo zimno, albo dość chłodno... Udało nam się złapać kilka słonecznych momentów, ale i tak bez względu na pogodę raźno zwiedzaliśmy i oglądaliśmy Paryż, co w tłumaczeniu można ująć tak, że ja chciałam rodzicom jak najwięcej pokazać, a oni za mną szli z bolącymi nogami ;) Ale ogólnie było bardzo sympatycznie, dużo zobaczyliśmy, mnie oczywiście nogi też bolały, ale przecież tu jest tyle do oglądania! Starałam się, żebyśmy jedli w miejscach, których nie ma w Polsce, żeby zakosztować tej różnorodności. Tak więc w programie były obowiązkowo bretońskie naleśniki, baklawa i herbata miętowa w meczecie, jagnięcina i mięso wołowe przyprawiane miętą u Turka, makarony i bagietki i oczywiście francuskie wino:)
A tu kilka zdjęć zrobionych w różnych zakątkach miasta, większość z tych miejsc opisywałam już na blogu, bądź są tak znane, że na pewno bez problemu zgadniecie gdzie to jest:)







No dobrze, dwa zdjęcia mogą być nowe: te falujące kamienice to Montmartre, ale "od tyłu", czyli z drugiej strony wzgórza i właściwie tamta okolica to moje odkrycie ostatnich tygodni, które serdecznie wszystkim polecam. Jest tam spokojnie, urokliwie, nie ma zbyt wielu turystów, jest za to całe mnóstwo urokliwych kawiarenek. Mam namyśli głównie ulicę Custine i Coulaincourt, a idąc w dół tę ostatnią robimy miły spacer, obchodząc wzgórze, przechodząc obok cmentarza Montmartre i dochodząc pod Moulin Rouge. Natomiast rozeta uwieczniona na zdjęciu powyżej znajduje się w Kościele St. Eustache położonym tuż obok hal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz