piątek, 16 września 2011

Organizacyjny bieg przez płotki

We Francji nic, jak się okazuje, nie jest proste. Nawet jeżeli droga jest prosta, to tylko pozornie, bo co chwilę pojawia się na niej jakiś płotek do przeskoczenia. Tak właśnie wygląda tydzień organizacyjny, który od poniedziałku realizuję. Próbuję zapisać się na przedmioty i skomponować swój plan zajęć, co oznaczało przez ostatnie 3 dni bieganie po wydziałach, sprawdzanie jakie są zajęcia do wyboru, potem sprawdzanie zupełnie w innym miejscu kiedy i w jakich godzinach będą się one odbywać. A dzisiaj wreszcie udał mi się na część z nich zapisać, osobiście zgłaszając się do różnych biur i sekretariatów i wypełniając kolejne formularze... Mamy XXI wiek, uniwersytet ma elektroniczny wewnętrzny system, gdzie każdy student ma swoje konto i teoretycznie może zarządzać swoimi sprawami, a mimo to wczoraj każdy musiał odstać ok. 1,5 godziny w kolejce na zapisy na fakultatywne zajęcia sportowe. Udało mi się zapisać na gym jazz (nie pytać co dokładnie na czym to polega, bo nie wiem) i nawet wkomponować to w jakiś sensowny mający ręce i nogi plan zajęć. Ale jako że jestem przypisana tutaj do wydziału socjologii, która nie interesuje mnie za bardzo, wybrałam też zajęcia z wydziału studiów anglo-amerykańskich i języki. Dlatego będę przemieszczać się między wydziałami- życie w Paryżu naprawdę wymaga dużo ruchu:)
A poniżej zdjęcie z chwili odpoczynku na wydziałowym patio z Kasią, która dzieli ze mną wszystkie trudy i próby zorganizowania sobie paryskiego życia.
Oczywiście nie jest w mojej intencji pokazać, jak to tutaj jest strasznie, to jest po prostu taki lokalny koloryt i urok życia po francusku, a przykłady można mnożyć i nie dotyczą one tylko uniwersytetu. Kupienie karty pre-paid francuskiego operatora komórkowego zajęło ok. pół godziny, ponieważ podaje się swoje dane, które są wprowadzane do systemu, sprzedawca skserował nawet dowód osobisty. A wyrobienie karty na komunikację miejską wymaga posiadania konta francuskiego lub znajomego Francuza, który może wystawić dla nas czek.
Prawdziwą radość natomiast sprawiają mi zakupy spożywcze, gdzie praktycznie wszystkie produkty są inne niż w Polsce. Podstawą jest bagietka (do wyboru wiele rodzajów) z ziarnami zbóż, do tego moje ulubione płatki śniadaniowe Kellogsa z suszonymi malinami i truskawkami, których niestety u nas nie ma, poza tym pyszne soki ze zmiksowanych owoców, a przede wszystkim sery... To jest raj, który dopiero odkrywam i postanowiłam, że za każdym razem, będę kupować nowy ser, którego jeszcze nie jadłam, oprócz moich ulubionych koziego i conte. Poza tym ogromy wybór wyrobów cukierniczych, różnego rodzaju pasztetów, sałat i warzyw, o winach nie wspominając, choć my studenci najbardziej gustujemy w tych do 4 euro ;) To prawda, że Francuzi na kuchni się znają, uwielbiają jeść dobrze i potrafią to celebrować. Wystarczy spojrzeć w porze lunchu czy wieczorami na pełnej restauracyjki czy knajpki, na wspólną kolację u sąsiadów, których codziennie widzę przez okno.
Francja jest organizacyjnym kuriozum i kulinarnym niebem. Bisous!

1 komentarz: