środa, 7 września 2011

W poszukiwaniu nowego miejsca

Cały dzień biegany, więc kiedy po południu wróciłam do sióstr po prostu padłam. Odwiedziny nowego uniwersytetu wypadły na plus, świetnie położony nad samą Sekwaną, z zewnątrz ładny budynek, tylko w środku wygląda trochę jak bunkier i u nas pewnie powiedzielibyśmy, że jest niedokończony.  Przekazano nam trochę informacji, z których najważniejsza jest ta, że plan mamy sobie komponować samemu, możemy dobierać przedmioty z różnych wydziałów w różnych godzinach, tak, żeby nam pasowało. I najśmieszniejsze, że nie robi to nikomu różnicy, czy będziemy uczęszczać na zajęcia z licencjatu czy magisterium;)
Dzisiaj odkryłam, że muszę sobie koniecznie kupić plan miasta! Bo poruszałam się jedynie za pomocą planu metra, intuicji i fragmentarycznych planów dzielnic umieszczonych na przystankach autobusowych, choć wszędzie, gdzie chciałam bez problemu dotarłam, najwyżej nadrobiłam trochę drogi. Na zwiedzanie miasta i odwiedzenie moich ulubionych miejsc nie było dzisiaj czasu, ale kiedy jadłam lunch na jednym z placów (który składał się z kanapki z bagietki oczywiście) to zrobiłam zdjęcie, na którym widać Ją, a raczej sam czubek, ale i tak każdy rozpozna. 

A poszukiwania z tematu posta trwają nadal. Odwiedziłam dzisiaj PAN,  w którym potwierdziło się, że jak na razie absolutnie nie mają miejsc. Zaraz siadam dalej do ogłoszeń i czekam na łut szczęścia, że któryś leniwy Francuz jednak łaskawie odpisze na moje zapytanie.I czekam jeszcze na jedną odpowiedź...

3 komentarze:

  1. :) gorzej, jak spodoba Ci się u sióstr, i zostaniesz tam na dłużej ;P ~ Eliz

    OdpowiedzUsuń
  2. tam nie może się spodobać. Jeśli mi nie wierzysz, to prześlę Tobie zdjęcie naszej piwnicy, sama zobaczysz :P

    OdpowiedzUsuń
  3. z Anną zaliczamy tam obowiązkowy nocleg ;) tak poznawczo ;p

    OdpowiedzUsuń