czwartek, 13 października 2011

Co się działo przez ostatni tydzień cd.

W piątek i w sobotę wieczorem byłam na dwóch imprezach domówkach i tutaj warte zapamiętania są trudne powroty nocną komunikacją miejską, o ile jest taka w pobliżu... bo w piątek nie było, więc byłam zmuszona zrobić sobie nocny spacer, który okazał się niezwykle przyjemny ze względu na niecodzienny spokój i ciszę, brak tłumów mieszkańców i turystów. Szłam z XVI bardzo eleganckiej i drogiej dzielnicy do mojej XVII, a po drodze udało mi się zrobić takie zdjęcie, jakiego nigdy nie byłabym w stanie zrobić za dnia. Nie było ani jednej osoby, samochody stały akurat na czerwonym świetle. Łuk Triumfalny nocną porą w całej okazałości:

Sobota miała być ambitnym dniem zwiedzania muzeum, tym razem wybrałyśmy Muzeum Galiera lub po prostu muzeum mody. Było to już nasze drugie podejście i jak się okazało nieostatnie, bo muzeum wciąż jest zamknięte z powodu remontów. Tym razem jednak Kasia rezolutnie zapytała strażnika, kiedy ponownie muzeum ostanie otwarte. Nietrudno wyobrazić sobie nasze miny, kiedy usłyszałyśmy w 2013 roku...
Ale nie ma tego złego, bo na ulicy przed muzeum w soboty odbywa się ten cudowny targ z pysznym jedzeniem, o którym już kiedyś wspominałam. Tym razem nie przegapiłyśmy okazji i kupiłyśmy sobie lunch na stoisku z takim chyba libańskim jedzeniem... Podpisane nie było, ale sprzedawano takie grube placki z różnym nadzieniem, humusa, małe chrupiące pierożki w różnych kształtach z mięsem bądź nadzieniem serowo-szpinakowym... Same pyszności! A do tego butelka cydru (było już po 12, więc 2 % alkoholu nie było grzechem) i mały piknik na ławce w ogrodzie przed muzeum.



Natomiast w niedzielę 9 października spełniłam swój obywatelski obowiązek i poszłam oddać głos w wyborach do Instytutu Polskiego. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona z dwóch powodów. Po pierwsze Instytut mieści się w przepięknej okolicy zaraz przy Sekwanie i najdroższej butikowej ulicy w Paryżu (rue de Montaigne), widać wieżę Eiffela w całej okazałości, a sama kamienica jest bardzo elegancka i zadbana. Po drugie, co było naprawdę miłą niespodzianką zdziwiła mnie kolejka chętnych do oddania, która ustawiła się na chodniku. Widać prawdziwym patriotą Polak staje się na obczyźnie. 

Weekend zakończyłam małym spacerem po Polach Elizejskich, które nawet w niedzielę o godzinie 19.00 pełne są zwiedzających i kupujących. 
A z ciekawostek, to wspomnę tylko, że dzisiaj był strajk w Paryżu, pierwszy od mojego przyjazdu tutaj, więc naprawdę spokojny miesiąc mieliśmy ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz