wtorek, 11 października 2011

Co się działo przez ostatni tydzień

Oj, długo mnie tutaj nie było, co oznacza, że byłam trochę zajęta i że coś się działo. Działo się głównie na uczelni, ale weekend był już zdecydowanie imprezowy i leniwy;)
Wracając do uczelni, to nie wiem kto to wymyślił i w jakim kraju ta osoba przebywała, ale stwierdzenie, że Erasmus to jedna wielka impreza jest zdecydowanie nietrafione w przypadku Paryża. Rozmawiałam z kilkoma osobami z różnych krajów ostatnio i wszyscy są zgodni, że mają naprawdę dużo pracy na uczelni. Jeśli chodzi o mnie to mam dość dużo zajęć, na które za każdym razem mam zadane coś do przeczytania bądź napisania. Oczywistym jest, że 40 stron po angielsku pisane przez rodowitego Brytyjczyka czytam dwa razy dłużej, bo ze słownikiem, niż czytałabym taki sam tekst po polsku. Dlatego w tygodniu raczej nie ma okazji i czasu na zwiedzenie czy poznawanie miasta, chociaż dwa razy, kiedy kończyłam po 16 wracałam do domu część drogi pieszo zahaczając o pewne ciekawe miejsca. I tak trafiłam do samego centrum na słynną Rue Rivoli i pod Hotel de Ville, gdzie ilość przewijających się ludzi jest przerażająca! Po raz pierwszy też nie mogłam znaleźć wyjścia z centru handlowego, bardzo znanych położonych w samym centru Paryża Les Halles, gdzie na kilku poziomach są sklepy znanych marek, a na poziomie -3 patio z roślinami na świeżym powietrzu, gdzie ludzie wychodzą głównie po to, żeby zapalić (i to mnie zmyliło, patio na poziomie -3, ale wyjście jednaki na poziomie 0). Z całą pewnością Paryż to raj zakupowy, niestety bardzo drogi raj i w porównaniu do np. Wielkiej Brytani nie jest tak atrcyjny, bo sama ilość świetnych sklepów nic nie pomoże, kiedy w portfelu mało ;)
W piątek odwiedziłyśmy z Caroline muzeum sztuki nowoczesnej Centre Georges Pomipidou, które widziałam już kiedyś i którego eksponaty są tak przedziwne, że ten raz mi wystarczył. Tym razem jednak chciałyśmy zobaczyć wystawę tymczasową prac Edwarda Muncha i uważam, że było warto. Co prawda nie było najbardziej znanego "Krzyku", ale mi bardzo podoba się jego malarstwo, sporo obrazów i zdjęć zostało sprowadzonych,  dlatego, kto ma okazję, to polecam. Poniżej widok na dachy Paryża (zbierało się na deszcz) i kilka jego dzieł.

Kiedy wyszłyśmy z muzeum było tak zimno, że najlepszym pomysłem na rozgrzanie była gorąca czekolada w kawiarni niedaleko.


A o sobocie i niedzieli napiszę już jutro, bo oczy mi się zamykają...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz